Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: „Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej”. Z pozdrowieniem dla Salvadora Dali, wita w swoim mieście, na osobistym blogu – Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól najpierw, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" znajdziesz w Archiwach – Styczeń 2013.
poniedziałek Listopad 20th 2017
Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: "Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej". Z pozdrowieniem od Salvadora Dalego, wita w swoim mieście, osobistym blogu Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" znajdziesz w Archiwach - Styczeń 2013.

Winda – refleksja karolakowa

O czym marzy dziewczyna, gdy… Dziewczyna chce być tulona przez silnego niedźwiedzia, łaskotana przy tym jak puchowym omykiem królika i zdobywana jak najwyższy szczyt górski przez zwinnego samca kozicy. Nie łatwo stać się odpowiedzią na to, czego dziewczyna chce – wymarzony mężczyzna prócz wymienionych cech zwierzęcych musi jeszcze uwodzić inteligencją, ujmować dowcipem i oczarowywać urokiem osobistym, najlepiej lekko szorstkim i rozczulającym jednocześnie. Ale jak już wszystko się zgodzi, jak już dziewczyna takiego mężczyznę znajdzie, to chce być dla niego boginią w koronie – a więc na ten jeden dzień, na tę jedną noc pragnie przywdziać suknię księżniczki, we włosy wpiąć welon albo diadem, i pojechać windą do samego nieba… I zrobi to, i pojedzie – nawet kosztem siebie; nawet, żeby nie wiem co! Bo, jak powiedział Haruki Murakami: „małżeństwo to coś takiego jak psia buda z dwoma otworami. Można do niej wejść i wyjść z którejkolwiek strony, niczego to nie zmieni”. To, że Murakami niestety ma rację, potwierdzi dalsza część refleksji!

13672115034_f9372b7e4c

Powyższy akapit zawiera skrócony opis relacji kobiety i mężczyzny, od zakochania, przez randki, do dnia zawarcia związku małżeńskiego i oczywiście – wesela. A na weselu polskim nie może zabraknąć hitu pod tytułem Windą do nieba, a więc utworu końca lat 70. zespołu 2 plus 1. Hit ten grany jest na zdecydowanej większości polskich wesel od lat 70. po wiek XXI. Wciąż zastanawiam się: dlaczego? Dlaczego, do wszystkich diabłów, na weselach gra się ten właśnie utwór? Przecież to absurd! Czy zauważyliście, o czym traktuje tekst tej piosenki?!

Mój piękny Panie raz zobaczony w Technicolorze,
piszę do Pana ostatni list.
Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże,
pora mi dzisiaj do ślubu iść.

Mój piękny Panie, ja go nie kocham – taka jest prawda.
Pan główną rolę gra w każdym śnie.
Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama.
Życie jest życiem, Pan przecież wie…

Już mi niosą suknię z welonem.
Już Cyganie czekają z muzyką.
Koń do taktu zamiata ogonem.
Mendelssohnem stukają kopyta.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście.
Gości tłum coś fałszywie odśpiewa.
Złoty krążek mi wcisną na rękę.
I powiozą mnie windą do nieba.

Mój piękny Panie, z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć,
więc nie mógł mi się Pan przyśnić dziś.
I tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka,
ktoś między nami zatrzasnął drzwi.

Przetłumaczę ten tekst z polskiego na polski – uwaga!

Mój piękny Panie raz zobaczony w Technicolorze, piszę do Pana ostatni list. Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże, pora mi dzisiaj do ślubu iść” – panna młoda w dzień ślubu pisze list pożegnalny do wymarzonego kochanka, którym nie jest jej narzeczony, lecz amant filmowy, którego niechcący ujrzała w telewizji i zakochała się na zabój. Do tego stopnia, że przykleiła sobie jego zdjęcie do lusterka i udając, że się przegląda, wzdycha do owego wymarzonego kochanka. Jej narzeczony myśli, że ma ładną dziewczynę, która dba o urodę i dlatego tyle gapi się w lusterko, a ona w tym czasie wilgotnieje na myśl o innym.

Mój piękny Panie, ja go nie kocham – taka jest prawda. Pan główną rolę gra w każdym śnie” – tłumaczę: mój wymarzony Kochanku, wcale nie kocham swego narzeczonego, a za pięć minut męża. To o Tobie, wymarzony Kochanku, śnię sny erotyczne.

Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama. Życie jest życiem, Pan przecież wie…” – to znaczy: jestem słaba, uległa i próżna, dlatego chcę wyjść za mąż, bo wolę wyjść za kogokolwiek niż za nikogo. A Ty, mój wymarzony Kochanku, jesteś tak cudownym mężczyzną, że jak nie ja, to inna, nie ma sprawy. Mnie zabierze inny, do którego nic nie czuję, a Ty uwiedziesz inną, która poczuje to, co ja. Takie jest życie, i tyle – wiesz, że mam rację.

Już mi niosą suknię z welonem” – czytaj: zaraz wyjdę za tego, którego nie kocham. Nie ma odwrotu. Moje wymarzone życie się kończy. Czeka mnie nieodwracalna tragedia.

Już Cyganie czekają z muzyką” – naprawdę nie ma odwrotu, za chwilę zagrają mi marsz weselny, który dla mnie będzie brzmiał jak marsz pogrzebowy.

Koń do taktu zamiata ogonem” – tak, czeka mnie ślub jak z bajki: na moim ślubie będą konie, a nawet baśniowe rumaki, ale nic mnie to nie obchodzi, bo przeżywam skrywaną przed wszystkimi, a zwłaszcza przed przyszłym mężem, tragedię polegającą na utracie dostępu do prawdziwej namiętności z upragnionym mężczyzną, czyli z Tobą, mój wymarzony Kochanku.

Mendelssohnem stukają kopyta” – to znaczy: moje ślubne rumaki to dla mnie ostateczny zwiastun osobistej tragedii jako kobiety.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście, gości tłum coś fałszywie odśpiewa” – goście będą mi życzyli szczęścia, bo trzeba życzyć szczęścia młodej parze, ale ich życzenia będą nieszczere, bo tak naprawdę wszyscy mają głęboko w nosie, co ja czuję, i przyjdą na wesele tylko po to, żeby się za darmo najeść, napić i wytańczyć.

Złoty krążek mi wcisną na rękę” – mąż do pary z księdzem wepchną mi na siłę na palec tę paskudną obrączkę jak kajdanki, której ja wcale nie chcę, i to będzie ostateczne przypieczętowanie mojej klęski.

I powiozą mnie windą do nieba” – po zaobrączkowaniu poczuję się jak oznakowana gołębica albo jak nieszczęśliwa, zniewolona kobieta, która właśnie umarła, a jej nieszczęsny duch leci do nieba.

Mój piękny Panie, z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć, więc nie mógł mi się Pan przyśnić dziś” – mój wymarzony Kochanku, przez tę tragedię, jaką jest mój ślub, całą noc nie mogłam spać z rozpaczy. Ale zmęczenie po nieprzespanej nocy w najważniejszy dzień mojego życia nie jest dla mnie istotne. Najgorsze, że nie miałam okazji pieprzyć się z Tobą we śnie – nad tym ubolewam najbardziej.

I tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka, ktoś między nami zatrzasnął drzwi” – przez przygotowania do beznadziejnego ślubu nie miałam chwili, żeby się porządnie z Tobą pożegnać, a teraz już nie zdążę tego zrobić, bo czeka mnie cała ta makabryczna impreza związana z utratą mojej wolności i pogrzebaniem marzeń o prawdziwej namiętności w życiu. Wiadomo, że jak już wyjdę za mąż, to nie będę z Tobą rozmawiała ani tym bardziej śniła o Tobie, bo jestem porządną kobietą i nie mam zamiaru zdradzać męża nawet w fantazji. W każdym razie ten facet, za którego dziś wychodzę, odbierze mi wszelki dostęp do Ciebie, dlatego żegnam się z Tobą w popłochu tym afektywnym listem.

Podsumowując! Tekst tej piosenki (w kontekście grania tego utworu na weselach, a nie w intencji twórców) – obraża wszystkich, bez wyjątku. Pannę młodą – jako próżną lalę i ofiarę losu, niezdolną wziąć życia we własne ręce. Pana młodego – jako naiwnego pantoflarza, który nie podejrzewa, że jego ukochana nic do niego nie czuje i entuzjastycznie przyprawiłaby mu rogi, gdyby tylko była na tyle odważna. Gości weselnych – jako fałszywych, nieszczerych darmozjadów, którzy przyszli na wesele dla biby, a nie dla pary młodej.

Właśnie o tym jest ta piosenka! Błagam, wytłumaczcie mi ten fenomen: dlaczego ten tragiczny (w znaczeniu przeżywanego przez pannę młodą rozdarcia, okrutnego dramatu uczuciowego) utwór grany jest na większości polskich wesel? Dlaczego zakochana młoda para w czasie swego wesela, uśmiechając się do siebie z miłością, słucha tego niewiarygodnie smutnego utworu? Nie przeczę, piosenka jest brzmieniowo piękna – wzruszająca linia melodyczna, przyjemny wokal, uroczo ożywiająca całość gitara – i na stałe i słusznie wpisana w fundament polskiej muzyki popularnej. Ale, do czarta, co ze słowami?! Naprawdę żadna panna młoda i żaden pan młody nie zatrwożyli się treścią tych słów? Przecież ten tekst słuchany w dniu ślubu – to jak okropna klątwa, a mówiąc żargonem bezwzględnych internautów: samozaoranie!

Uniosłam się, ale nie bez przyczyny… Błagam, wytłumaczcie mi ten fenomen!

Na koniec – oczywiście link do piosenki:



Dla jasności podkreślę, że bardzo lubię ten utwór i darzę zasłużonym szacunkiem i sentymentem. Refleksja ta w żadnym razie nie jest krytyką utworu ani jego twórców, a wyłącznie zastanowieniem nad wyżej opisanym fenomenem obyczajowym.

PS Zwrot „bogini w koronie” powtórzyłam za Gabrielem Garcíą Márquezem i powieścią pt. Miłość w czasach zarazy.

Justyna Karolak

Refleksja z dnia 2 września 2017 r.

Komentarze czytelników

5 komentarzy do “Winda – refleksja karolakowa”

  1. ~Verenne pisze:

    Też mnie to zawsze ciekawiło ;)
    A wiesz, że pannę młodą w teledysku (ten kawałek na początku z wiejskiego wesela) zagrał Jan Borysewicz (lider Lady Pank)?
    A co do „lusterka z tym pana zdjęciem”, to kiedyś były w sprzedaży takie małe okrągłe lusterka, gdzie jedna strona to było lusterko właściwe, a na drugiej np. właśnie zdjęcie znanego aktora ;)

    • A nie wiedziałam, że Borysewicz! :) A co do lusterka – tak, wiem, że były takowe, jak właśnie piszesz, lustereczka w sprzedaży :) . W tym tekście natomiast opisałam motyw lusterka wprost, zwyczajnie – powiedziałabym, bo wiem, że „Windę do nieba” nadal entuzjastycznie gra się na weselach, mimo że mało kto z panien i panów młodych pamięta o owych lusterkach (ja sama prawie że nie pamiętam, cóż dopiero młodsi ode mnie) :) . Dziękuję za miły komentarz, do miłego :) .

  2. ~Marzena pisze:

    Większośc nigdy nie wsłuchała się w slowa, jak padają magiczne ślub, marsz Mendelsona, welon to już wystarczy żeby uznać za piosenkę weselną. Tu niestety przykład piosenki typowo nie weselnej… cieszę się że poruszyłaś ten temat, może dotrze do większego grona.

    • A ja cieszę się, że napisałaś komentarz :) . Może być tak jak mówisz: część ludzi po prostu nie zwraca uwagi na głęboką treść, a zatrzymuje się umysłem, percepcją na powierzchownych frazach kluczowych (typu: Mendelssohn, welon etc.).

  3. ~Joanna pisze:

    Jakoś niedawno słuchając radia trafiłam właśnie na nią i przyznam się szczerze, że strasznie długo mimowolnie mi „chodziła po głowie”. Sądzę, że to jeden z elementów jej nieśmiertelności – melodyjna, wpada w ucho, pięknie zaśpiewana i oczywiście po polsku. Na polskich weselach, jeszcze przez jakiś czas będą królowały „sztandarowe” polskie utwory i nieśmiertelne disco polo, wszystko by zadowolić starsze pokolenie gości: babcie, ciocie itp. nawet jeśli Państwu Młodym taka muzyka nie odpowiada, to i tak powinni się przemęczyć, no bo jak to? co powie rodzina, do czego mają się bawić rodzice, wujkowie itp? Na szczęście ja jestem wolna od takiego rozumowania, ale wielokrotnie byłam świadkiem takiego stawiania sprawy jeśli chodzi o oprawę muzyczna wesel, tym bardziej, że rodzice Młodych często płacą za wesele, to i różnych rzeczy potem wymagają. Ponadto jest to jeden z nielicznych utworów polskich o tematyce ślubnej, do tego znany zespołom śpiewająco/grającym na weselach. Widocznie znaczenie słów jest ignorowane, lub co gorsza niezrozumiane.

Komentuj