Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: „Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej.” Z pozdrowieniem dla Salvadora Dali, wita w swoim mieście, na osobistym blogu – Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól najpierw, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" – znajdziesz w Archiwach – Styczeń 2013.
piątek Wrzesień 22nd 2017
JUSTYNA KAROLAK DZIWI SIĘ ŚWIATU. TYM NAPISEM WITA WSZYSTKICH TABLICA WJAZDOWA DO MIASTA, JAKIM JEST KAROLAKOWO. A POD SPODEM, DROBNYM MACZKIEM, WIDNIEJE JESZCZE DOPISEK: „JAKĄ CUDOWNĄ RZECZĄ JEST OKO! SWOJE UWAŻAM ZA PRAWDZIWY MIĘKKI APARAT FOTOGRAFICZNY, KTÓRY ROBI ZDJĘCIA NIE ŚWIATA ZEWNĘTRZNEGO, LECZ MOJEJ NAJTWARDSZEJ MYŚLI I MYŚLI JAKO TAKIEJ.” Z POZDROWIENIEM DLA SALVADORA DALI, WITA W SWOIM MIEŚCIE, NA OSOBISTYM BLOGU – JUSTYNA KAROLAK. ZANIM ROZPOCZNIESZ ZWIEDZANIE, POZWÓL NAJPIERW, ŻE SIĘ PRZEDSTAWIĘ: NOTKI "O MNIE" I "KONTAKT" – ZNAJDZIESZ W ARCHIWACH – STYCZEŃ 2013.

Winda – refleksja karolakowa

O czym marzy dziewczyna, gdy… Dziewczyna chce być tulona przez silnego niedźwiedzia, łaskotana przy tym jak puchowym omykiem królika i zdobywana jak najwyższy szczyt górski przez zwinnego samca kozicy. Nie łatwo stać się odpowiedzią na to, czego dziewczyna chce – wymarzony mężczyzna prócz wymienionych cech zwierzęcych musi jeszcze uwodzić inteligencją, ujmować dowcipem i oczarowywać urokiem osobistym, najlepiej lekko szorstkim i rozczulającym jednocześnie. Ale jak już wszystko się zgodzi, jak już dziewczyna takiego mężczyznę znajdzie, to chce być dla niego boginią w koronie – a więc na ten jeden dzień, na tę jedną noc pragnie przywdziać suknię księżniczki, we włosy wpiąć welon albo diadem, i pojechać windą do samego nieba… I zrobi to, i pojedzie – nawet kosztem siebie; nawet, żeby nie wiem co! Bo, jak powiedział Haruki Murakami: „małżeństwo to coś takiego jak psia buda z dwoma otworami. Można do niej wejść i wyjść z którejkolwiek strony, niczego to nie zmieni”. To, że Murakami niestety ma rację, potwierdzi dalsza część refleksji!

13672115034_f9372b7e4c

Powyższy akapit zawiera skrócony opis relacji kobiety i mężczyzny, od zakochania, przez randki, do dnia zawarcia związku małżeńskiego i oczywiście – wesela. A na weselu polskim nie może zabraknąć hitu pod tytułem Windą do nieba, a więc utworu końca lat 70. zespołu 2 plus 1. Hit ten grany jest na zdecydowanej większości polskich wesel od lat 70. po wiek XXI. Wciąż zastanawiam się: dlaczego? Dlaczego, do wszystkich diabłów, na weselach gra się ten właśnie utwór? Przecież to absurd! Czy zauważyliście, o czym traktuje tekst tej piosenki?!

Mój piękny Panie raz zobaczony w Technicolorze,
piszę do Pana ostatni list.
Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże,
pora mi dzisiaj do ślubu iść.

Mój piękny Panie, ja go nie kocham – taka jest prawda.
Pan główną rolę gra w każdym śnie.
Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama.
Życie jest życiem, Pan przecież wie…

Już mi niosą suknię z welonem.
Już Cyganie czekają z muzyką.
Koń do taktu zamiata ogonem.
Mendelssohnem stukają kopyta.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście.
Gości tłum coś fałszywie odśpiewa.
Złoty krążek mi wcisną na rękę.
I powiozą mnie windą do nieba.

Mój piękny Panie, z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć,
więc nie mógł mi się Pan przyśnić dziś.
I tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka,
ktoś między nami zatrzasnął drzwi.

Przetłumaczę ten tekst z polskiego na polski – uwaga!

Mój piękny Panie raz zobaczony w Technicolorze, piszę do Pana ostatni list. Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże, pora mi dzisiaj do ślubu iść” – panna młoda w dzień ślubu pisze list pożegnalny do wymarzonego kochanka, którym nie jest jej narzeczony, lecz człowiek, najprawdopodobniej amant filmowy, którego niechcący ujrzała w telewizji i zakochała się na zabój. Do tego stopnia, że przykleiła sobie jego zdjęcie do lusterka i udając, że się przegląda, wzdycha do owego wymarzonego kochanka. Jej narzeczony myśli, że ma ładną dziewczynę, która dba o urodę i dlatego tyle gapi się w lusterko, a ona w tym czasie wilgotnieje na myśl o innym.

Mój piękny Panie, ja go nie kocham – taka jest prawda. Pan główną rolę gra w każdym śnie” – tłumaczę: mój wymarzony Kochanku, wcale nie kocham swego narzeczonego, a za pięć minut męża. To o Tobie, wymarzony Kochanku, śnię sny erotyczne.

Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama. Życie jest życiem, Pan przecież wie…” – to znaczy: jestem słaba, uległa i próżna, dlatego chcę wyjść za mąż, bo wolę wyjść za kogokolwiek niż za nikogo. A Ty, mój wymarzony Kochanku, jesteś tak cudownym mężczyzną, że jak nie ja, to inna, nie ma sprawy. Mnie zabierze inny, do którego nic nie czuję, a Ty uwiedziesz inną, która poczuje to, co ja. Takie jest życie, i tyle – wiesz, że mam rację.

Już mi niosą suknię z welonem” – czytaj: zaraz wyjdę za tego, którego nie kocham. Nie ma odwrotu. Moje wymarzone życie się kończy. Czeka mnie nieodwracalna tragedia.

Już Cyganie czekają z muzyką” – naprawdę nie ma odwrotu, za chwilę zagrają mi marsz weselny, który dla mnie będzie brzmiał jak marsz pogrzebowy.

Koń do taktu zamiata ogonem” – tak, czeka mnie ślub jak z bajki: na moim ślubie będą konie, a nawet baśniowe rumaki, ale nic mnie to nie obchodzi, bo przeżywam skrywaną przed wszystkimi, a zwłaszcza przed przyszłym mężem, tragedię polegającą na utracie dostępu do prawdziwej namiętności z upragnionym mężczyzną, czyli z Tobą, mój wymarzony Kochanku.

Mendelssohnem stukają kopyta” – to znaczy: moje ślubne rumaki to dla mnie ostateczny zwiastun osobistej tragedii jako kobiety.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście, gości tłum coś fałszywie odśpiewa” – goście będą mi życzyli szczęścia, bo trzeba życzyć szczęścia młodej parze, ale ich życzenia będą nieszczere, bo tak naprawdę wszyscy mają głęboko w nosie, co ja czuję, i przyjdą na wesele tylko po to, żeby się za darmo najeść, napić i wytańczyć.

Złoty krążek mi wcisną na rękę” – mąż do pary z księdzem wepchną mi na siłę na palec tę paskudną obrączkę jak kajdanki, której ja wcale nie chcę, i to będzie ostateczne przypieczętowanie mojej klęski.

I powiozą mnie windą do nieba” – po zaobrączkowaniu poczuję się jak oznakowana gołębica albo jak nieszczęśliwa, zniewolona kobieta, która właśnie umarła, a jej nieszczęsny duch leci do nieba.

Mój piękny Panie, z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć, więc nie mógł mi się Pan przyśnić dziś” – mój wymarzony Kochanku, przez tę tragedię, jaką jest mój ślub, całą noc nie mogłam spać z rozpaczy. Ale zmęczenie po nieprzespanej nocy w najważniejszy dzień mojego życia nie jest dla mnie istotne. Najgorsze, że nie miałam okazji pieprzyć się z Tobą we śnie – nad tym ubolewam najbardziej.

I tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka, ktoś między nami zatrzasnął drzwi” – przez przygotowania do beznadziejnego ślubu nie miałam chwili, żeby się porządnie z Tobą pożegnać, a teraz już nie zdążę tego zrobić, bo czeka mnie cała ta makabryczna impreza związana z utratą mojej wolności i pogrzebaniem marzeń o prawdziwej namiętności w życiu. Wiadomo, że jak już wyjdę za mąż, to nie będę z Tobą rozmawiała ani tym bardziej śniła o Tobie, bo jestem porządną kobietą i nie mam zamiaru zdradzać męża nawet w fantazji. W każdym razie ten facet, za którego dziś wychodzę, odbierze mi wszelki dostęp do Ciebie, dlatego żegnam się z Tobą w popłochu tym afektywnym listem.

Podsumowując! Tekst tej piosenki (w kontekście grania tego utworu na weselach, a nie w intencji twórców) – obraża wszystkich, bez wyjątku. Pannę młodą – jako próżną lalę i ofiarę losu, niezdolną wziąć życia we własne ręce. Pana młodego – jako naiwnego pantoflarza, który nie podejrzewa, że jego ukochana nic do niego nie czuje i entuzjastycznie przyprawiłaby mu rogi, gdyby tylko była na tyle odważna. Gości weselnych – jako fałszywych, nieszczerych darmozjadów, którzy przyszli na wesele dla biby, a nie dla pary młodej.

Właśnie o tym jest ta piosenka! Błagam, wytłumaczcie mi ten fenomen: dlaczego ten tragiczny (w znaczeniu przeżywanego przez pannę młodą rozdarcia, okrutnego dramatu uczuciowego) utwór grany jest na większości polskich wesel? Dlaczego zakochana młoda para w czasie swego wesela, uśmiechając się do siebie z miłością, słucha tego niewiarygodnie smutnego utworu? Nie przeczę, piosenka jest brzmieniowo piękna – wzruszająca linia melodyczna, przyjemny wokal, uroczo ożywiająca całość gitara – i na stałe i słusznie wpisana w fundament polskiej muzyki popularnej. Ale, do czarta, co ze słowami?! Naprawdę żadna panna młoda i żaden pan młody nie zatrwożyli się treścią tych słów? Przecież ten tekst słuchany w dniu ślubu – to jak okropna klątwa, a mówiąc żargonem bezwzględnych internautów: samozaoranie!

Uniosłam się, ale nie bez przyczyny… Błagam, wytłumaczcie mi ten fenomen!

Na koniec – oczywiście link do piosenki:



Dla jasności podkreślę, że bardzo lubię ten utwór i darzę zasłużonym szacunkiem i sentymentem. Refleksja ta w żadnym razie nie jest krytyką utworu ani jego twórców, a wyłącznie zastanowieniem nad wyżej opisanym fenomenem obyczajowym.

PS Zwrot „bogini w koronie” powtórzyłam za Gabrielem Garcíą Márquezem i powieścią pt. Miłość w czasach zarazy.

Justyna Karolak

Refleksja z dnia 2 września 2017 r.

Komentarze czytelników

2 komentarzy do “Winda – refleksja karolakowa”

  1. ~Verenne pisze:

    Też mnie to zawsze ciekawiło ;)
    A wiesz, że pannę młodą w teledysku (ten kawałek na początku z wiejskiego wesela) zagrał Jan Borysewicz (lider Lady Pank)?
    A co do „lusterka z tym pana zdjęciem”, to kiedyś były w sprzedaży takie małe okrągłe lusterka, gdzie jedna strona to było lusterko właściwe, a na drugiej np. właśnie zdjęcie znanego aktora ;)

    • justynakarolak pisze:

      A nie wiedziałam, że Borysewicz! :) A co do lusterka – tak, wiem, że były takowe lustereczka w sprzedaży, jak właśnie piszesz :) . W tym tekście natomiast opisałam motyw lusterka – wprost, zwyczajnie, powiedziałabym, bo wiem, że „Windę do nieba” nadal entuzjastycznie gra się na weselach, mimo że mało kto z panien i panów młodych pamięta o owych lusterkach (ja sama prawie że nie pamiętam, cóż dopiero młodsi ode mnie) :) . Dziękuję za miły komentarz, do miłego :) .

Komentuj