Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: „Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej”. Z pozdrowieniem dla Salvadora Dali, wita w swoim mieście, na osobistym blogu – Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól najpierw, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" znajdziesz w Archiwach – Styczeń 2013.
poniedziałek Listopad 20th 2017
Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: "Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej". Z pozdrowieniem od Salvadora Dalego, wita w swoim mieście, osobistym blogu Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" znajdziesz w Archiwach - Styczeń 2013.

Kobieta i Morlok

Kobieta to dziwne stworzenie. Niby krucha, miękka, delikatna, a jak do pieca dołoży, to nie ma siły w mieście… Dziwię się temu, jak często spotykam kobiety agresywne – podejrzliwe, jadowite w słowach, przybierające ton pouczający, mające się za ósmy cud świata, w chronicznej opozycji względem wszystkich i wszystkiego, co inne, co niepokrewne.

kobietaImorlok

A gdybyś taką kobietę zapytał, co nią kieruje – dlaczego stale wmawia światu coś, czego świat de facto ani razu nie zaprezentował – odpowiedziałaby, że to nie ona winna, a świat. To nikczemny świat pryncypialnie jej coś narzuca, wmawia i egzekwuje. To rzeczywistość domaga się od niej tego, aby ona się broniła – bo to ona, kobieta, jest bez przerwy atakowana, no więc musi się bronić.

No i ustawia samą siebie w stanie permanentnego czuwania nad tym, czy aby krzywda jej się jaka nie dzieje. A jeśli się nie dzieje, wówczas na wszelki wypadek zakłada, że jednak się dzieje – przecież jak będzie przygotowana, to skuteczniej się obroni. Zachowuje się jak żołnierz na linii frontu. W zasadzie rozumie, że nie jest silna na tyle, aby dźwigać karabin, dlatego w zamian nosi przy sobie dużo szpilek, które może drugiemu człowiekowi wbijać za paznokcie, zgodnie ze swym instynktem samozachowawczym i fantazją – oczywiście po owe szpilki sięga wyłącznie w sytuacjach interpretowanych przez nią jako kryzysowe i wymagające samoobrony. Szpilki nosi zawsze w wesołej ślicznej poduszeczce, własnoręcznie uszytej i ozdobionej falbanką, no bo w gruncie rzeczy ona jest przecież bardzo wrażliwa i delikatna. W związku z tym nawet najpodlejsze narzędzie tortury – w jej rękach ma wyglądać jak coś uroczo niewinnego.

Wrażliwa kobieta brzydzi się widokiem krwi, w domu utrzymuje wzorcowy porządek, sama codziennie prezentuje się nienagannie – ubiera się ze smakiem w odprasowane z zaangażowaniem stroje, twarz okrasza skrzętnym, doskonale wyważonym makijażem, włosy ma ładnie uczesane i pachnące modnym olejem kokosowym. Prowadzi ekologiczny tryb życia, adoptuje zwierzęta ze schroniska, a także pszczoły. Na przyszły rok ma zaplanowane ratowanie delfinów i fok – i to nieważne, że delfiny i foki w sumie nic jej nie obchodzą, że nie zna natury tych zwierząt, no ale i delfin, i foka mają urokliwie obłe kształty i sympatyczne mordki, więc trzeba je ratować.

W ogóle kocha wszystkie zwierzątka – mrówki, kaczuszki, ukwiały, ropuchy, konie… Spróbuj jej wytłumaczyć, że mrówki słyną ze strategicznych działań wojennych i biorą w jeńców inne mrówki, a potem wykorzystują je do niewolniczej wytężonej pracy fizycznej. Spróbuj jej wytłumaczyć, że kochane z wyglądu delfiny butelkonose potrafią mordować się wzajemnie – z nudów i dla zabawy. Kobieta wrażliwa z premedytacją wyprze te informacje. Jej nie interesuje prawdziwy obraz świata, ją interesuje jej wyobrażenie o świecie.

Ponadto kobieta wrażliwa jest wysoko wykształcona – z wyróżnieniem ukończyła jakiś kierunek humanistyczny albo nawet dwa, oba na poziomie magisterium. Czyta bardzo dużo książek, w ogóle uwielbia książki – podnieca ją zapach farby drukarskiej i widok równo poukładanej kolekcji książek w domowej biblioteczce. W jej posiadaniu znajdują się oczywiście uznane dzieła klasyczne, kilka dzieł awangardowych – następnie uznanych za klasyczne, jak np. Ulisses Joyce’a, oraz parę kryminałów skandynawskich, zadaniem których jest udowodnić światu, że ich właścicielka jest równa, obyta i radosna. Taka kobieta będzie z lubością deklarowała w towarzystwie, że brzydzi się grafomańską twórczością Paula Coelho, nigdy nie przyzna się bowiem, że pisarstwo Coelho ogromnie ją cieszy i wzrusza, przecież ktoś mógłby ją posądzić o to, że jest mało inteligentna, a bycie inteligentną jest nadrzędnym celem wszelkich jej dążeń… Jak powiedziano, czyta bardzo dużo książek, ale ich nie rozumie, co jednak zupełnie nie przeszkadza jej w czytaniu bardzo dużej liczby książek i w byciu z tego faktu dumną. Natomiast nie wychwytuje z czytanych treści niuansów znaczeniowych, nie łapie szerszych kontekstów, nie rozróżnia konwencji – w zamian posługuje się wyuczonymi na pamięć definicjami z leksykonów wiedzy, które jak papuga recytuje w formie sloganów, w ten sam sposób zresztą zaliczyła studia: zakuwając i recytując.

Spróbuj sprawić takiej kobiecie komplement – nastroszy się, najeży, przygotuje poduszeczkę ze szpilkami i odpowie, że ją kategoryzujesz i etykietujesz.

Spróbuj powiedzieć, że do twarzy jej w niebieskim – odpowie, że ją ograniczasz, a ona szalenie ceni sobie wolność osobistą oraz wolność wyboru.

Spróbuj zaproponować jej pomoc w czymś, w czym sobie słabo radzi – posądzi cię o to, że uważasz ją za głupią i indolentną.

Spróbuj zawrzeć z nią umowę współpracy – niezależnie od tego, jaka relacja zawodowa będzie was łączyć, czy to ona będzie twoim szefem, czy odwrotnie, uświadom sobie jedno: to ty zawsze będziesz oprawcą, a ona niewinną, niesprawiedliwie traktowaną ofiarą.

Przed aż tak wrażliwą kobietą – nie da się obronić. Owinie cię jak słodki bluszcz, aż przestaniesz odróżniać, gdzie kończysz się ty, a ona zaczyna. A jak już upoisz się jej słodyczą aż do mdłości, jak już otworzysz oczy i odważysz się wspomnieć kobiecie wrażliwej, że przesadza, że jest ci z jej wrażliwością niewygodnie, że przecież ty też masz uczucia – śmiertelnie się na ciebie obrazi i zamknie w sobie. Obciąży cię całkowitą odpowiedzialnością za to, jak ona się teraz czuje, za to, co ją spotkało – co śmiałeś jej wyrządzić, chociaż była dla ciebie tak dobra, tak dobra… Obciąży ciebie – tak jakby jej w waszej relacji nigdy nie było, ona od wszystkiego umyje ręce, niczym słodki, dobroduszny, bezcielesny anioł.

A wszystkie te cechy i zachowania kobiety „wrażliwej” biorą się wbrew pozorom nie z jej poczucia lepszości względem świata, nie z napuchniętego ego, nie z potrzeby rządzenia światem, wylewania się na świat swoją nieprzeciętną światłością i dobrocią – one rzeczywiście wynikają z niesamowitej wrażliwości, a mówiąc ściślej: z przewrażliwienia, i to ono prowadzi kobietę do hołubienia swych kompleksów.

Każdy jej atak, każde oskarżenie, inwektywa wobec świata, jakie padają z jej ust i rąk, są wyrazem dogłębnego zakompleksienia, które zakrawa wręcz na samopotępienie. Taka kobieta ciągle balansuje pomiędzy dwoma kluczowymi stanami – pierwszym z nich jest atak, który de facto stanowi objaw histerii [1], drugim z nich jest depresja [2], objawiająca się z kolei uporczywą rezygnacją, zniechęceniem, bezwolnością. Dlatego też z taką kobietą nie należy walczyć, należy jej współczuć – jeżeli bowiem będziemy uparcie, merytorycznie, racjonalnie próbowali wykazywać jej błędy, wynikające z nadinterpretacji, które popełnia, taka kobieta może sobie sama ze sobą nie poradzić i wtedy autentycznie wsiąknie w program pt. Depresja.

Taka kobieta przypomina kruchą, delikatną istotę, na której ramieniu swą ponurą łapę położył sam Morlok. I pamiętaj przy tym, że nikogo nie da się uratować przed jego osobistym smętnym cieniem. Nie uratujesz takiej kobiety – przed nią samą, przed jej osobistym Morlokiem, który przysiadł jej na karku, który trzyma ją na smyczy. I nie zapominaj o sobie – Ty także jesteś ważny! Nie musisz, bo nie spoczywa na Tobie taki obowiązek, ratować człowieka, który nie chce być uratowany – który kocha swoje utrapienie. Który kocha bycie ofiarą. Który z ranienia innych – łatwo przecieka do poczucia, urojonej wprawdzie, ale jednak własnej, dojmującej krzywdy.

Justyna Karolak

Przypisy:

[1] i [2] – Mian „histeria” i „depresja” użyłam jako metafor odwołujących się do huśtawki emocjonalnej niektórych osobników, a nie jako nazw zaburzeń nerwowych i psychicznych czy chorób. Do różnych chorób odnoszę się z respektem, nigdy z nich nie kpię.

Komentarze czytelników

2 komentarzy do “Kobieta i Morlok”

  1. ~Anna Stranc pisze:

    Taki typ kobiety zdarza się w różnych dziedzinach nauki. Są też takie pozornie renesansowe kobiety, które chcą wszystko: doskonale tańczyć, śpiewać, pisać, szyć, znać się na nauce, prowadzić audycje radiowe i sama już nie wiem, co jeszcze. Gdy się gdzieś w tych swoich zajęciach potkną, rozpaczają straszliwie, bo nie są jakby chciały idealne. Uwiera je to czy tamto. Tego nie mogą schwycić i tamtego.
    Mnie się przynajmniej wydaje, że niektóre kobiety są takie.

    • Mnie też się wydaje, że niektóre kobiety są takie. Przy czym tzw. człowiek renesansu charakteryzował się wszechstronnymi zdolnościami, wiedzą i umiejętnościami, podczas gdy kobiety, o których wspomniałaś, kojarzą się bardziej z próbującymi chwytać wiele srok za ogon. Pewnie stąd u nich poczucie uwierania i rozpaczy – stąd, że stale się ścigają, konkurują same ze sobą i własnymi ograniczeniami, z innymi kobietami, także z mężczyznami… Takie miotanie musi prowadzić do pogłębienia kompleksów i poczucia bycia niewydajną, a więc w rezultacie nie tak wybitną, nie tak wzorcową, jak kobieta by pragnęła, jak sobie pierwotnie założyła. To bardzo smutne zjawisko – taka kobieta, która nie rozwija w sobie naturalnych predyspozycji, talentu, tylko stara się za wszelką cenę być zachwycająca we wszystkim, czego się tknie.

      Tymczasem selektywne podejście do życia, do wartości – owocuje równowagą, samospełnieniem. A harmonia i samospełnienie umacniają poczucie własnej wartości i umożliwiają zaprzestanie szarpania się, nieustannej walki z całym światem. Wtedy kompleksy się kurczą i głowa otwiera się na zachwyty nad światem – i tego stanu życzę wszystkim kobietom, sobie oczywiście też :) .

      Dziękuję za cenny komentarz, pozdrawiam serdecznie :) .

Komentuj