Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: „Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej”. Z pozdrowieniem dla Salvadora Dali, wita w swoim mieście, na osobistym blogu – Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól najpierw, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" znajdziesz w Archiwach – Styczeń 2013.
poniedziałek Grudzień 18th 2017
Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo. A pod spodem, drobnym maczkiem, widnieje jeszcze dopisek: "Jaką cudowną rzeczą jest oko! Swoje uważam za prawdziwy miękki aparat fotograficzny, który robi zdjęcia nie świata zewnętrznego, lecz mojej najtwardszej myśli i myśli jako takiej". Z pozdrowieniem od Salvadora Dalego, wita w swoim mieście, osobistym blogu Justyna Karolak. Zanim rozpoczniesz zwiedzanie, pozwól, że się przedstawię: notki "O mnie" i "Kontakt" znajdziesz w Archiwach - Styczeń 2013.

Dlaczego rozmowy z taksówkarzami są jak zmęczona lawa? – felieton karolakowy

Rozmowy z taksówkarzami stanowią osobny rozdział opowieści mojego życia, a prawdę mówiąc, z rozmów z taksówkarzami mogłabym złożyć całkiem grubą powieść. Tych rozmów z niczym nie da się porównać – z wierzchu wydają się błahe, ale w środku i pod spodem kryją bogactwo niezwykłe…

taxi

Żałuję, że jakże rzadko mam okazję podróżować taksówką. Chciałabym częściej – właśnie dla tych rozmów!

Żałuję, że kiedy jadę taksówką, to zawsze jest na przykład szpital w tle, jakieś nieszczęście większe lub mniejsze, ale naglące. Wtedy wsiadam w taryfę i podejmuję dialog z panem taksówkarzem, żeby czymś błahym zabić własne uporczywe myśli o nieszczęściu. A dialog z panem taksówkarzem niespodzianie okazuje się skarbem, istnym sezamem bez drzwi, który obsypuje mnie niewidzialnym złotem. Żałuję, że nieszczęście mimo wszystko wciąż wtedy kłuje mnie z tyłu głowy, bo gdyby nie kłuło, po powrocie do domu zrobiłabym skrzętne notatki z dialogu… Nic z tego! Za rzadko mam okazję podróżować taksówką nie z nieszczęścia, tylko dla wygody czy lenistwa nawet.

Rozmowa z panem taksówkarzem, jednym i piątym, za każdym razem jest fascynującym przeżyciem, mówię to ze śmiertelną powagą. Ale o ile rozmowa w pamięci połyskuje mi jako prawdziwe piękno, o tyle nie potrafię tego piękna opisać, należycie oddać na piśmie, bo pamięć to materia wielce niedoskonała, rzekłabym: ulotna jak para z czajnika. Zatem jest to piękno niedowiedlne, acz szaleńczo wręcz urzekające w swej prostocie! Niedowiedlne… Oto i kluczowy powód, dla którego mogłabym z rozmów z taksówkarzami złożyć powieść – wyłącznie teoretycznie, niestety.

Dodatkowa ciekawostka, że panowie taksówkarze prowadzą bardzo różne rozmowy – zależnie od ośrodka swych interesów życiowych. O czym innym rozmawia pan taksówkarz z Łodzi, inaczej konwersuje się z panem taksówkarzem warszawianinem, pan taksówkarz bytomianin także inne tematy podejmie.

Wszystkie tematy podjęte przez wszystkich panów taksówkarzy będą niby takie same – musi być najpierw o pogodzie, a następnie obowiązkowo o polityce – ale podobieństwo jest tylko powierzchowne, powiedziałabym nawet, że czysto iluzoryczne. Pod cienką otoczką tego pozornego podobieństwa gotuje się śliczny i jednocześnie niebezpieczny wulkan różnorodności: poglądy panów taksówkarzy z różnych miast polskich są jak magma – w jednym miejscu wrząca i biała, w innym miejscu już nie jest to magma, lecz nieco przestudzona lawa, w jeszcze innym lawa wystygła dawno temu, a teraz szara i porowata jak zmęczony pumeksowy kamień.

Bez względu jednak na stopień gorąca bądź, przeciwnie, wyziębienia – wszystkie poglądy wszystkich panów taksówkarzy za każdym razem są piękne.

Tak, to właśnie ten specjalny rodzaj piękna, z którym nie można nic uczynić – nie da się go utrwalić, nie sposób oprawić w ramkę, nagrać na dyktafon nie wolno…

Nie mogę tego nijak udowodnić, ale intuicja pisarza podpowiada mi nieznośnie, że każde miasto w Polsce może się pochwalić właściwym tylko sobie, określonym typem taksówkarza, który pozwoli się scharakteryzować w kilku zdaniach… No więc chociaż piękna owych rozmów nie ujmę, chcę Wam powiedzieć, że co miasto, to taksówkarz – spróbuję toteż wyróżnić dwa takie miejskie typy taksówkarskie:

1. Typ łódzki – zwany robotniczym

Czy w pelisie, czy w kufajce, łódzki taksówkarz jest przede wszystkim człowiekiem czynu. Niecierpi bezruchu, zwłaszcza u innych oraz zwłaszcza tego w robotach drogowych. Kiedy widzi trzech mężczyzn opierających się o jeden szpadel wbity obok jednej dziury w drodze, ciska się w słowach – soczyście albo zachowawczo, ale zawsze z wrzącym obrzydzeniem dla cudzej bezczynności. Lubi zarobić, więc nowoprzybyłych do miasta Łodzi wiezie okrężną drogą, objazdem albo od drugiego końca, co zresztą łatwo mu usprawiedliwić nieustająco rozkopaną większością łódzkich dzielnic. O pogodzie wypowiada się z rezerwą podszytą nutą sentymentalną. „To jeszcze nie upał, pani kochana – powie latem. – Za komuny słońce grzało jak głupie, wtedy to były prawdziwe skwary”. Zimą zaś zauważy: „Jaki tam mróz, kochana pani. Za PRL-u mrozy siekały u nas tak samo jak u ruskich, jak nie lepiej”. Następnie gładko przechodzi do części politycznej: „A pewno, że to było dla wszystkich święto, jak komuna upadła! A pewno, że, wie pani, no Jaruzelski się ojczyźnie nie za barzo przysłużył… Ale jednak tak źle jak teraz, to nawet wtedy nie było! Pani, za komuny człowiek i pracę miał od ósmej do czwartej po obiedzie, i wieczór wolny, i wszystko. A teraz, co? Do roboty i do roboty tylko! No kto to słyszał o takiej demokracji?”.

2. Typ warszawski – zwany przedsiębiorczym

Bystry, rześki, gładko ogolony. Koszula z kołnierzykiem. Sweter w serek. Kurtka skórzana z prawdziwej skóry. Trąbi z inwencją, milczy z fantazją. Ale jak już się odezwie, to zawsze rzeczowo oraz pod klienta. Pilnuje się, aby nie mieć swojego zdania, na wstępie zaznacza, że nie pochodzi z Prószkowa. Pogoda ma dla niego znaczenie wtórne w stosunku do ruchu ulicznego. Uważnie obserwuje marki samochodów, które mija, lustruje wzrokiem ich jakość tapicerki, umiejętnie toruje sobie przejazd, wyprzedza zdecydowanie, hamuje sprytnie – z delikatnym piśnięciem opon, aby dać innym kierowcom do zrozumienia, kto na tym skrzyżowaniu rządzi. O pogodzie powie więc mało: „No tak, upał, a podkręcę dla pani klimę, proszę bardzo”. A zimą: „No faktycznie, mroźno, a podkręcę dla pani ogrzewanie, proszę bardzo”. Zapytany o preferencje polityczne, zajmie stanowisko neutralno-przyczajone: „No nikt nie tęskni za komuną, to były dla wszystkich trudne czasy. Na szczęście komuna już dawno za nami, przecież nie ma po niej ani śladu. Jakoś turla się ten kraj do przodu, dużo studentów z zagranicy. I w Unii jesteśmy, i obywatelem polskim na czele Unii możemy się poszczycić. I w Brukseli nas lubio, i Niemcy nas lubio, no wie pani, jakieś perspektywy ten kraj nawet ma”.

Justyna Karolak

Refleksja z dnia 20 listopada 2017 r.

Uwaga! Drodzy Czytelnicy, jeśli wśród Was są pisarze i/lub ludzie blogujący, zapraszam do wzięcia udziału w zabawie kreatywnej i zarazem konkursie na najlepszą felietonową wprawkę na temat: „Jaki typ taksówkarza znasz ze swojego miasta rodzinnego?” (lub miasta, w którym aktualnie mieszkasz). Udział w zabawie/konkursie możliwy jest na dwa sposoby (do wyboru):

1. Po zapisaniu się do grupy na Facebooku: Redaktorzy, edytorzy, pisarze i inni. W grupie tej opublikowałam post opisujący szczegółowe cele oraz zasady zabawo-konkursu: 
https://www.facebook.com/groups/1731890390403956/permalin
k/1973806632878996/

2. Po zapisaniu się do społeczności na Google+: Głowa pisarza, w której założenia i szczegóły konkursu prezentuje przypięty post: 
https://plus.google.com/u/0/111504671090572416482/posts/BzD
ebwqyKSi

Komentuj